„Nie wyciskajmy cytryny, zanim dojrzeje” Dr Rafał Hebisz o potrzebach rozwojowych dziecka do 15. roku życia
W piątek, 23 stycznia 2026 roku, odbyło się online’owe spotkanie dla rodziców i trenerów, prowadzone przez dra Rafała Hebisza, fizjologa sportu, i Natalię Jeruzalską, trenerkę kadry narodowej MTB. Tematem wydarzenia było „Wspomaganie rozwoju dziecka w wieku 13-14 lat poprzez trening sportowy”.
Celem wykładu było zwrócenie uwagi rodziców i trenerów tej kategorii wiekowej na istotne aspekty prawidłowego planowania i prowadzenia treningu sportowego (bez presji na wyniki), kluczowych dla utrzymania motywacji i harmonijnego rozwoju sportowej pasji, a przede wszystkim dbania o dobrostan psychiczny dziecka.
Te otwarte spotkania z ekspertami będą odbywać się cyklicznie pod auspicjami Dolnośląskiego Związku Kolarskiego.
Podsumowanie pierwszego przygotował Tomasz Szczepankiewicz, członek Zarządu Dolnośląskiego Związku Kolarskiego.
Nie wyciskajmy cytryny, zanim dojrzeje.
Czy polskie kolarstwo wreszcie zawróci z błędnej drogi?
Podsumowanie wykładu dra Rafała Hebisza na temat potrzeb rozwojowych dzieci do 15 roku życia.
– Widziałem już niejedno „cudowne dziecko”, które w wieku 14 lat objeżdżało starych wyjadaczy, by w wieku 18 lat rzucić rower w kąt i nigdy nie wrócić. Dlaczego? Bo tzw. system wycisnął je jak cytrynę, zanim ta nabrała soku – mówił w swoim wykładzie dr Rafał Hebisz.
W miniony piątek 23-01-2026 na Dolnym Śląsku odbyło się spotkanie prowadzone przez dra Rafała Hebisza i Natalię Jeruzalską, którzy wyłożyli kawę na ławę: to nie świat nam odjechał. To my, w polskim szkoleniu, wsiedliśmy do pociągu jadącego w złym kierunku.
W piątkowy wieczór, w gronie trenerów i rodziców z dolnośląskich klubów, atmosfera była gęsta od faktów, a nie kurtuazyjnych uśmiechów. Duet prelegentów dobrano idealnie. Z jednej strony Natalia Jeruzalska, trenerka kadry narodowej MTB, która widzi, co dzieje się na trasach Pucharu Świata. Z drugiej Rafał Hebisz – naukowiec, trener i były zawodnik, człowiek, który fizjologię kolarstwa rozkłada na czynniki pierwsze.
Wnioski? Jak w każdej dogłębnej analizie bolesne, ale dające nadzieję, pod warunkiem, że przestaniemy udawać, że „jakoś to będzie” i spojrzymy na to, jak robią to najlepsi.
Lekcja pokory: Brytyjczycy i Kanadyjczycy
Główna teza spotkania wybrzmiała niczym dzwon: polski system szkolenia zrobił krok w tył. Podczas gdy my fetujemy Mistrza Polski Młodzików, świat patrzy na to z politowaniem, budując potęgi w oparciu o zupełnie inną filozofię.
Spójrzmy na Wielką Brytanię (British Cycling). To machina, która zdominowała kolarstwo w XXI wieku. Jaki jest ich sekret w szkoleniu młodzieży? Oni nie szukają „zwycięzców” w kategorii żaka czy młodzika. Oni szukają potencjału. Brytyjski system „Rider Route” zakłada, że młody zawodnik ma być wszechstronny. Tom Pidcock nie wziął się znikąd – to produkt systemu, który promuje płynne przechodzenie między przełajem, szosą, torem i MTB. W Wielkiej Brytanii kładzie się nacisk na skills acquisition (nabywanie umiejętności). Młody Brytyjczyk na welodromie uczy się kadencji i taktyki, na szosie wytrzymałości, a w terenie panowania nad rowerem. Tam nikt nie rozlicza trenera z tego, czy jego 12-letni podopieczny wygrał ligę hrabstwa. Rozlicza się go z tego, czy zawodnik robi postępy techniczne.
Z kolei model kanadyjski (LTAD – Long-Term Athlete Development) to dla wielu biblia szkoleniowców, u nas wciąż traktowana jako egzotyczna ciekawostka. Kanadyjczycy mają to rozpisane co do roku. Etap „Train to Train” (trenuj, by trenować) następuje dopiero po okresie dojrzewania! Wcześniej są etapy „Fundamentals” i „Learn to Train”. W Polsce często przeskakujemy od razu do etapu „Train to Win” u dzieci, które jeszcze nie potrafią poprawnie zrobić przysiadu. W Kanadzie do 15. roku życia buduje się „silnik” i „zawieszenie” (sprawność ogólną), a dopiero potem montuje się „turbosprężarkę” (specjalistyczny trening interwałowy).
Fizjologia nie wybacza – budowa domu od dachu
Rafał Hebisz, z precyzją naukowca, wytłumaczył zebranym, dlaczego wczesna specjalizacja to biologiczne samobójstwo. To jak budowa domu od dachu, gdy fundamenty są jeszcze mokre.
Kluczem jest układ nerwowy. Do 15. roku życia organizm jest w „złotym wieku” motoryczności. To czas na instalowanie oprogramowania: koordynacji, czucia głębokiego, szybkości reakcji. Jeśli w tym czasie skupimy się na brutalnej sile i wytrzymałości tlenowej (co w Polsce jest normą), zamkniemy zawodnikowi drogę do elity. Dlaczego? Bo wytrzymałość można zrobić w każdym wieku. Koordynacji nerwowo-mięśniowej na mistrzowskim poziomie nie nadrobisz, mając 20 lat.
Prelegenci zwrócili uwagę na mechanikę pedałowania. To nie jest tylko naciskanie. To skomplikowana sekwencja ruchów. Jeśli dziecko nauczy się pedałować siłowo, „kwadratowo”, to w dorosłym sporcie będzie tracić cenne waty na walkę z własną biomechaniką. Efektywność ruchu buduje się latami, a nie na jednym obozie kondycyjnym.
„Za wcześnie wyciśnięta cytryna”
Padło zdanie, które powinno zawisnąć w szatni każdego klubu: „Za wcześnie wyciśnięta cytryna nie ma już soku”. Trener ma w talii kilka asów: trening siłowy, hipoksję, suplementację, specjalistyczną dietę. Jeśli rzuci te karty na stół, gdy zawodnik ma 14 lat, to owszem – wygra wyścig podwórkowy, może nawet Olimpiadę Młodzieży. Ale co wyciągnie z rękawa, gdy ten zawodnik skończy 20 lat i trafi na Puchar Świata, gdzie rywale dopiero wtedy zaczynają grać na serio? Nic. Pustka. Organizm nie zareaguje już na bodziec, bo został „przebodźcowany” za młodu.
Dlatego apel był jasny: wszechstronność!
Narty biegowe lub zjadowe zimą, judo dla nauki upadania, gimnastyka dla gibkości. Wielcy mistrzowie MTB, jak choćby Nino Schurter czy Mathieu van der Poel, to multitalenty, a nie roboty zaprogramowane tylko na kręcenie korbą.
Krytyce poddano też modne ostatnio „zdalne trenowanie” dzieci. 15-latek z planem w TrainingPeaks, jeżdżący samotnie z pomiarem mocy, to aberracja. Kolarstwo to sport stada. Trening w grupie daje bodźce, których nie da żaden komputer – rywalizację, podpatrywanie techniki (neurony lustrzane!), socjalizację. Izolacja tworzy mistrzów treningu, którzy psychicznie pękają na pierwszym poważnym wyścigu lub nie dają rady pokonać trasy technicznie.
Zderzenie z systemem – głos legend
Wykład zakończyła gorąca dyskusja, w której głos zabrali m.in. Bolesław Bałd i Bartosz Huzarski. Panowie, znający ten temat od podszewki, wskazali na brutalny kontrast.
Teoria jest piękna, ale polski System Sportu Młodzieżowego (SSM) zdefiniowano inaczej. Kluby dostają pieniądze za punkty zdobyte przez młodzików i juniorów młodszych. Trener, który chce szkolić zgodnie z fizjologią (czyli spokojnie, na sukcesy w wieku juniora/elity), ryzykuje finansowo, bo nie „dowiezie” wyników tu i teraz.
Wniosek? Potrzebna jest synchronizacja. System finansowania musi przestać zmuszać trenerów do kanibalizowania przyszłości zawodników dla doraźnych punktów.
Nie każdy będzie mistrzem, ale każdy może być sprawnym człowiekiem
Na koniec najważniejsze przesłanie, o którym w pogoni za medalami zapominamy. Rower to nie tylko fabryka wyników. To szkoła charakteru! Trener Bolesław Bałd przypomniał wszystkim: Wasze dzieci nie muszą zostać Mistrzami Świata! ale dzięki kolarstwu mogą stać się zorganizowanymi, sumiennymi, otwartymi ludźmi o żelaznym zdrowiu.
Niech celem nie będzie Mistrzostwo Polski Szkół Podstawowych okupione przepukliną, wypaleniem i nienawiścią do roweru. Niech celem będzie wychowanie zdrowego, szczęśliwego człowieka, dla którego sport to pasja na całe życie. Jeśli przy okazji urodzi nam się talent na miarę światową – świetnie. Ale niech to będzie efekt uboczny mądrego procesu, a nie cel uświęcający środki.
Tomasz Szczepankiewicz
Członek Zarządu DZKol
Zdjęcie: Dariusz Krzywański via Deichmann SKSM MAT

